Większość moich klientów biznesowych trafia do mnie już po fakcie — kontrahent nie zapłacił, zniknął, albo okazało się, że firma, z którą podpisali umowę na kilkadziesiąt tysięcy złotych, istnieje od trzech miesięcy i ma kapitał zakładowy 5000 zł. Wywiad gospodarczy wykonany przed podpisaniem umowy kosztuje ułamek tego, co potem kosztuje próba odzyskania pieniędzy przez sąd i komornika.
Co sprawdzam w praktyce
Nie ograniczam się do wydruku z KRS czy CEIDG — to każdy może sobie sam sprawdzić za darmo w dwie minuty, i to właśnie robi większość firm, myśląc, że to wystarczy. Ja idę dalej: sprawdzam historię zmian w składzie zarządu i częstotliwość tych zmian (częste roszady to często sygnał ostrzegawczy), historię wcześniejszej działalności osób stojących za spółką — czy nie prowadzili wcześniej firm, które zakończyły działalność z zaległościami, jak wygląda faktyczna siedziba firmy (czy to biuro wirtualne, czy realne miejsce prowadzenia działalności), oraz opinie i ślady w obrocie gospodarczym na Śląsku — czasem wystarczy kilka rozmów z innymi przedsiębiorcami w branży, żeby dowiedzieć się więcej niż z jakiegokolwiek rejestru.
Sygnały, które powinny zapalić lampkę ostrzegawczą
Z doświadczenia: firma zarejestrowana kilka miesięcy przed podpisaniem dużego kontraktu, adres siedziby pokrywający się z dziesiątkami innych spółek (typowe dla biur wirtualnych), brak realnej obecności w internecie poza samą stroną firmową, oraz nadmierny pośpiech przy podpisywaniu umowy — to sygnały, które osobiście traktuję jako powód do głębszego sprawdzenia, zanim klient przeleje choćby złotówkę zaliczki.
Kiedy to się faktycznie opłaca
Nie każda transakcja wymaga pełnego wywiadu gospodarczego. Przy stałej współpracy z lokalnym dostawcą, którego zna się od lat, to zbędny wydatek. Ale przy nowym kontrahencie, dużej jednorazowej płatności, dostawie towaru z odroczonym terminem płatności albo wejściu w spółkę czy wspólne przedsięwzięcie — to koszt rzędu kilkuset złotych, który potrafi uchronić przed stratą kilkudziesięciu albo kilkuset tysięcy.
Miałem klienta z branży budowlanej z okolic Rybnika, który przed podpisaniem kontraktu na dostawę materiałów zlecił sprawdzenie kontrahenta — okazało się, że firma trzy miesiące wcześniej zmieniła nazwę i zarząd po tym, jak poprzednia wersja spółki miała zaległości wobec kilku innych firm budowlanych na Śląsku. Bez tego sprawdzenia klient prawdopodobnie podpisałby umowę i stracił zaliczkę.
Jak to wygląda krok po kroku
Zaczynam od rozmowy o skali transakcji i typie ryzyka, które klienta interesuje — inaczej sprawdza się dostawcę jednorazowego, inaczej potencjalnego wspólnika. Standardowy wywiad zajmuje od kilku dni do dwóch tygodni, w zależności od tego, ile trzeba sprawdzić w terenie, a nie tylko w rejestrach. Raport końcowy to konkretne fakty i źródła — nie moja opinia, czy warto podpisywać umowę. Tę decyzję zawsze zostawiam klientowi.
