To pytanie słyszę na pierwszej rozmowie praktycznie zawsze, i dobrze — bo większość wyobrażeń o pracy detektywa pochodzi z filmów, a rzeczywistość wygląda inaczej i jest dokładnie uregulowana w ustawie o usługach detektywistycznych.
Czego naprawdę nie wolno mi robić
Nie mogę zakładać podsłuchów, przechwytywać korespondencji, włamywać się do skrzynek mailowych ani kont w mediach społecznościowych, wchodzić na teren prywatny bez zgody właściciela, ani śledzić kogoś w sposób, który naruszałby jego nietykalność cielesną czy mir domowy. Nie mogę też podszywać się pod funkcjonariusza publicznego czy przedstawiać fałszywych dokumentów. To wszystko są przestępstwa, niezależnie od tego, kto i po co by o to poprosił — i uczciwie mówię to każdemu klientowi, który pyta, czy „da się coś więcej zrobić”.
Co faktycznie mogę i z czego korzystam
Obserwacja w miejscach publicznych i ogólnodostępnych, dokumentacja fotograficzna z zachowaniem zasad ochrony danych osobowych, wywiad środowiskowy — czyli legalne rozmowy z osobami, które mogą mieć wiedzę istotną dla sprawy, analiza dokumentów i rejestrów publicznych, oraz sporządzanie raportów, które mogą być wykorzystane w postępowaniu sądowym. Prowadzę też każdą sprawę z wpisem do rejestru działalności regulowanej MSWiA i ubezpieczeniem OC — co oznacza, że w razie błędu z mojej strony klient ma realną ochronę, a nie tylko moje słowo.
Dlaczego to ma znaczenie dla klienta
Kilka razy zdarzyło się, że klient przychodził z gotowym materiałem zebranym samodzielnie — np. nagraniem zrobionym poprzez wejście na czyjeś prywatne konto — i musiałem tłumaczyć, że taki dowód nie tylko nie pomoże w sprawie, ale sam w sobie może być podstawą do odpowiedzialności karnej dla osoby, która go zdobyła. Praca w granicach prawa to nie jest ograniczenie, które utrudnia sprawę — to właśnie ona sprawia, że zebrany materiał w ogóle nadaje się do wykorzystania przed sądem czy w postępowaniu.
Jak to wygląda na starcie współpracy
Zawsze na pierwszej rozmowie pytam, jaki jest cel zbierania informacji i czy sprawa nadaje się do legalnego prowadzenia w ramach moich uprawnień. Jeśli klient oczekuje czegoś, co wykracza poza to, co wolno mi zrobić — mówię to wprost, zamiast przyjmować zlecenie i potem tłumaczyć się z braku efektów.
